Bursztynowy Morsik

W trakcie III. Światowego Festiwalu Morsowania na Balu Morsa, kapituła nagrody "Bursztynowego Morsika" uznała, że moje działania promujące ideę morsowania oraz uratowanie życia morsowi Sławkowi, były na tyle znaczące, bym został laureatem wzmiankowanego wyróżnienia. W tym miejscu chciałbym za to wyróżnienie podziękować i ... wtrącić mój komentarz.

Jeśli chodzi o krzewienie kultury morsowania, jako sposobu na życie, to staram się to robić u podstaw, zachęcając coraz więcej ludzi do korzystania z zimowych kąpieli. Moja mantra brzmi zawsze tak samo: "Morsy to nie supermeni, ale normalni ludzie, którzy poukładali sobie w głowie wszystkie cegiełki odpowiedzialne za podjęcie tej ostatecznej decyzji ... chcę to zrobić". Od tego właśnie wszystko się zaczyna. Tak było ze mną, gdy Jerzy Ignatiuk "Jery" wprowadzał mnie pierwszy raz do lodowatej wody w asyście Zbyszka Semenowicza. Gdy zdecydowałem się na ten krok, wręcz na siłę ciągnąłem ekipę kilka kilometrów nad jezioro, by dokonać togo "niebotycznego wysiłku". Udało się ... uzależnienie zadziałało. Moja pierwsza kąpiel to niesamowite przeżycie i towarzyszący strach w oczekiwaniu na przygotowanie przerębla przez Semiego. Później było już z górki. Aktualnie kąpiele traktuję jako naturalny narkotyk i pozwalam sobie na używanie go każdego dnia bez jakichkolwiek ochraniaczy Dziś to ja wprowadzam morsowych adeptów do wody, przekazując swoją wiedzę na temat walorów i zysków jakie idą na nasze konto. Bo czyż nie oszczędzamy na SPA, morsując w morzu? Żadna odnowa biologiczna nie da nam bardziej naturalnej solanki, niż morska woda. Nie otrzymamy lepszej aerozoloterapii niż tej, z którą mamy do czynienia nad samym brzegiem morza. A czy sztormowe fale są gorsze od hydroterapii w SPA za grube pieniądze? A naturalny peeling? A krio? Walory można wyliczać w nieskończoność. To jest właśnie morsowanie. A gdy już tak naprawdę zaczniesz być "morsem", to zechcesz również uprawiać inne dyscypliny sportowe, bo wzrost adrenaliny i endorfin w naszym organizmie, podczas kąpieli, musi znaleźć gdzieś swoje ujście Przy okazji poznajemy całą masę wspaniałych ludzi, równie pozytywnie zakręconych jak my. W tym miejscu chciałbym ogromnie podziękować całej "Alasce" za pamięć i niesamowite przyjęcie mnie na "Balu Morsa" ... warto być honorowym członkiem tak wspaniałego klubu.

"Morsika" otrzymałem również za uratowanie życia Sławkowi, naszemu klubowemu koledze, który podczas wycieczki rowerowej przeszedł NZKiO. Wydaje mi się, że tak naprawdę ten "Morsik" należy się wszystkim uczestnikom wycieczki, którzy w miarę swoich możliwości pomagali prowadzić reanimacje do czas przyjazdu pogotowia ratunkowego. To właśnie Wy zabezpieczaliście miejsce zdarzenia, pomagaliście przygotować prawidłową pozycje do resuscytacji, powiadomiliście odpowiednie służby ratunkowe itd. W moim życiu była to "setna" reanimacja, i mimo, że minęło już kilka lat od kiedy zakończyłem pracę na OIOM-ie, również miałem gdzieś tam w środku stres, bo tym razem chodziło o życie naszego kolegi. Udało się. Sławek żyje, ale nie tylko dzięki mnie, ale dzięki Wam wszystkim. Tu warto wspomnieć o naszej Sabince, która oddała serce podczas opieki nad Sławkiem kiedy powracał do zdrowia. To jej chyba bardziej ten "Morsik" się należy, niż mnie. Ja "kupiłem" Sławkowi dużo czas potrzebnego na dojechanie zespołu reanimacyjnego w tak mało dostępne miejsce. Sabinka zaś dała Sławkowi wiarę w sens życia "na nowo".

Bursztynowy Morsik
Bursztynowy Morsik
Bursztynowy Morsik

Treningi i rekreacja

  • Ilość treningów: 2393
  • Dystans: 14.803 km
  • Czas: 3167 godz.
  • Wzrost wysokości: 32.100 m
  • Kalorie: 2.158.000 C
  • Maksymalny dystans: 189 km
  • Pływanie: 393 km
  • Bieg: 5.750 km
  • Rower: 8.018 km
  • Inne: 1171 km (1100 aktywności)
  • Kroki (od 20.09.15): 278.300.397
  • Gry zespołowe: 5100 godz.
  • Morsowanie: więcej
  • Kalendarz biegowy: zobacz

... zobacz mój blog treningowy